Wydarzenia

Darek Cychol. Koncert na nienawiść i głupotę 07.02.2024

Darek Cychol. Koncert na nienawiść i głupotę

Koncert na nienawiść i głupotę

Przed dwoma tygodniami bałem się, że Polska wypowie Rosji wojnę. Działo się to po szczycie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, kiedy prezydent Duda przyznał się, że rozmawiał z prezydentem Zelenskim. Rzecz w tym, że robił to samodzielnie i po angielsku, czyli w języku, którego nie zna.

Mniej więcej w tym samym czasie kiedy wypatrywałem polskich szwadronów śmierci idących na wschód, dotarła do mnie inna przerażająca wiadomość. Wraża rosyjska V kolumna w Polsce zintensyfikowała działania i w ramach prowadzonej wojny hybrydowej, postanowiła zaatakować nas swoją potworną hydrą. Ma to nastąpić w centrum Warszawy niemal w rocznicę napaści Rosji na Ukrainę, bo 22 lutego. Oczywiście polskie spec. służby pod kierownictwem ludzi Tuska nie dostrzegły zagrożenia. Na szczęście z pomocą przyszła nam, bardzo aktywnie działająca w Polsce ukraińska diaspora. Dzięki niej udało się zidentyfikować kilka głów owej śmiercionośnej hydry. Jedna to głowa Maurice’a Ravela – Francuza („multikulti”). Druga to głowa Ludviga van Beethovena - Niemca (wiadomo…). Trzecia to Fryderyk Chopin (gdyby żył, na pewno głosowałby na Koalicję Obywatelską).

Ale ta najstraszniejsza, która sprawuje władzę nad innymi głowami, jest mniej znana. Okrutna, choć świetnie zakamuflowana. Jej posiadacz ma 32 lata i miłą prezencję, ale nie dajcie się jej zwieść! Niech was nie zmyli, że posiada ONZ-towski Złoty Medal dla Pokoju, tytuł Ambasadora Pokoju tej organizacji i z honorami przyjmowany był przez największych tego świata. To Rosjanin, a więc pochodzi z „krainy orków”, a jak uczył Mickiewicz, genów się nie oszuka… „A życie jego - trud trudów, A tytuł jego - lud ludów; Z matki obcej; krew jego, dawne bohatery; A imię jego” - Nikołaj Chozjainow (Николай Юрьевич Хозяинов). To nie przypadek, że decyzję o jego spłodzeniu podjęto pod koniec 1991 r. (urodził się w lipcu 1992 r.), kiedy zapadły już decyzje o rozwiązaniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). To nie przypadek, że przyszedł na świat w Błagowieszczańsku na dalekim wschodzie Rosji, tuż przy granicy z Chinami (bliżej mu do Azjatów niż do Europejczyków…). Kształcił się w Moskiewskim Konserwatorium Muzycznym, które znajduje się w centrum miasta; podobnie jak siedziba rosyjskiej bezpieki… Nie dajcie się zwieść informacjom, że opuścił Rosję w wieku 18 lat i mieszka teraz w szwajcarskiej Genewie. Jego wyjazd na Zachód nastąpił w roku 2010, a wszyscy wiemy, kogo w tym roku pod Smoleńskiem zamordowali Tusk z Putinem… I teraz ten rosyjski dywersant ma przyjechać do Polski i dać koncert w Filharmonii Narodowej. Hańba!

Do takiego przynajmniej wniosku doszli przedstawiciele ukraińskiej diaspory w Polsce. I rozpętali burzę. Jej efektem jest petycja „Apel do dyrektorów Filharmonii Narodowej - NIE dla koncertu rosyjskiego pianisty w Warszawie!”. Opatrzona jest fotografią plakatu zapowiadającego koncert młodego wirtuoza, ale na grafice tej jest on poplamiony czymś czerwonym, co w intencji pomysłodawców petycji ma zapewne symbolizować krew. A co piszą w swojej petycji?

„Dowiedzieliśmy się, że 22 lutego, dwa dni przed rocznicą pełnowymiarowej inwazji rosji na Ukrainę, w Filharmonii Narodowej w Warszawie, ma odbyć się występ rosyjskiego pianisty Nikolaya Khozyainova, który od 10 lat nie zdobył się na potępienie zbrodni rosyjskich w Ukrainie. (…). Dla nas kultura rosyjska dzisiaj to rakiety, drony, zabici i ranni. W przeciwieństwie do ukraińskiej, rosyjskiej kulturze obecnie nic nie zagraża. Władze Federacji czyniły i będą czynić wysiłki, żeby ją propagować, bo jest ona częścią jej strategii usprawiedliwiania zbrodni. To jest zasadniczy problem. (…) Dlatego dopóki trwa ta bestialska wojna, zapraszanie do Polski rosyjskich artystów może być odebrane jako brak wrażliwości i solidarności z walczącym narodem ukraińskim oraz poparcie dla agresora. (…) Rosyjskie rakiety zabijają Ukraińców, ale zabijają także szacunek do kultury, która pozwala te rakiety odpalać. (…)”.

Pozwolę sobie odnotować, że w moim odczuciu trzeba być nieskończonym chamem, żeby zdecydować się pisać w oficjalnym wystąpieniu nazwę kraju małą literą.

Staram się ze zrozumieniem, współczuciem i życzliwością podchodzić do wszelkich wystąpień Ukraińców odnoszących się do trwającej w ich kraju wojny. Dotyczy to zarówno tych, którzy mieszkają w swoim kraju, tych którzy schronili się przed wojną za granicą i tych, którzy uciekli z Ukrainy chcąc uniknąć wcielenia do armii. Szacunek ten ma wyraz w każdym numerze „FpM”. Ale są granice bezczelności i „kitu”. Jeśli miałbym odnosić się z powagą do treści tej petycji („kultura rosyjska dzisiaj to rakiety, drony, zabici i ranni”), powinienem rozczłonkować ZSRR (państwo współtworzone przez Ukraińców, mających w nim swoich reprezentantów w osobach dwóch sekretarzy generalnych Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - Chruszczowa i Breżniewa) na republiki związkowe. Jeśli któryś twórca miał coś wspólnego z Rosją – należy go potępić. Nie powinienem więc słuchać Żanny Biczewskiej, Włodzimierza Wysockiego, zespołów Kino, Akwarium, Maszyna Wriemieni. Nie bardzo wiem co z Bułatem Okudżawą, bo to niby Gruzin, ale nie dość, że śpiewał po rosyjsku to jeszcze o moskiewskim Arbacie. Na wszelki wypadek – czort z nim!, jest przecież częścią tak krytykowanej w petycji „kultury rosyjskiej”. Oczywiście powinienem zniszczyć też płyty z muzyką Czajkowskiego, Rachmaninowa i Tariwierdijewa.

Solidaryzując się z Ukraińcami wypada mi spalić dzieła Lermontowa, Puszkina, Tołstoja, Dostojewskiego, Bunina, Majakowskiego, Sołżenicyna. I chyba Bułhakowa też, bo choć urodził się i wychował w Kijowie, to akcje jego najwybitniejszych powieści toczą się w Moskwie. Nie wiem co z Ukraińcem Leonidem Breżniewem, bo też dostał nagrodę literacką, przez co stał się składową „kultury rosyjskiej”; ale się dowiem. Przywołanie wybitnych rosyjskich literatów, których dorobek jest dziedzictwem światowej kultury, nie jest tu nadużyciem. Ukraińska literatka Oksana Zabużko stwierdziła, że „Drogę bombom i czołgom zawsze torują książki”. Proponuję więc przedstawicielom ukraińskiej diaspory zebranie niepoprawnych książek i uroczyste spalenie ich pod polskim Sejmem.

Protest przeciwko koncertowi Nikołaja Chozjainowa ma dwie „matki”: ukraińską aktywistkę Natalię Panczenko i polską dziennikarkę Karolinę Bacę-Pogorzelską. Czekam aż obie panie dadzą wyraz swej odwagi stając na lwowskim Rynku wykrzykując słowa potępienia pod adresem Szuchewycza i Bandery. Najlepiej pod knajpą „Kryivka”, która pielęgnuje pamięć o ich „bohaterskich czynach”. Jako że nie mam biletu na przywołany koncert, ograniczę się do wysłania maestrze Chozjainowi kosza kwiatów. I proszę ukraińską diasporę w Polsce: wara od moich gustów muzycznych i literackich!

Darek Cychol

Wrócić